Read the first chapter
The whole of chapter one, free. About 7 min. Turn the pages with the arrows, your keyboard, or a swipe.
Chapter 1
Kanał bez podnośnika
Marta Zielińska skręciła w ulicę Jasnej Sprawy, bo kontrolka oleju zapaliła się dokładnie wtedy, gdy miała już tylko kwadrans do pracy. Samochód zgasł na światłach, ruszył po chwili i wydał z siebie dźwięk przypominający kaszel starego czajnika. Marta uznała, że wymiana oleju nie powinna wymagać doktoratu ani wyprawy na drugi koniec miasta.
Najbliższy warsztat znalazła pod numerem 13. Brama była wąska, obita blachą i pomalowana brązową farbą, która odpadała płatami niczym źle przyklejone ogłoszenia. Nad nią wisiała tablica: „MECHANIKA POJAZDOWA - Adam Dowcipas - ul. Jasnej Sprawy 13, Tel. 987 654 321”. Za bramą brukowany teren wspinał się łagodnie pod górkę i przenikał w żużlowy plac. Marta pomyślała, że przynajmniej woda deszczowa wie, dokąd ma spływać.
Wjechała ostrożnie. Po prawej stronie zobaczyła zapyziały ogródeczek, a za nim ciąg murowanych szop z koślawymi drzwiami bez klamek. Nad nimi rozpościerały się duże zapomniane drzewa. w otwartym warsztacie nie było podnośnika. Był za to mały kanał wykopany w ziemi, tak wąski, że samochód musiałby chyba najpierw schudnąć.
— Dzień dobry! — zawołała.
Z jednej z szop wyszedł Adam Dowcipas. Był niski, miał głowę ogoloną na łyso i pofarbowaną na czarno brodę, która wyglądała jak podpis złożony pośpiesznie na mokrej kartce. Ubrany na czarno, w obcisłych bermudach. W ręku trzymał klucz, choć nie było wiadomo, do czego służył. Za nim pojawił się jego pomocnik, były komandos, szeroki w ramionach i cichy jak zamknięta kasa pancerna.
— Wymiana oleju — powiedziała Marta. — Szybko, jeśli się da. I chciałabym wiedzieć, ile to będzie kosztować.
Adam spojrzał na samochód, potem na Martę, a na końcu na kanał.
— Trzy tygodnie — oznajmił z uśmiechem.
— Ale to tylko olej.
— Trzy tygodnie.
— Dzisiaj się nie da?
Adam wzruszył ramionami.
— NIE WIEM.
Marta zerknęła na zegarek. Z szopy dochodził zapach starego smaru, rozgrzanej gumy i kawy stojącej zbyt długo na czymś, co kiedyś mogło być kuchenką.
— To ile kosztuje?
— NIC.
— Nic?
— Na razie nic.
Odpowiedź zabrzmiała tak, jakby Adam właśnie podarował jej samochód, tylko bez dokumentów i kół.
— Chodzi mi o całość — powiedziała.
— NIE WIEM.
Z wnętrza biura, do którego prowadziły dwa betonowe schody, dobiegło ciche piknięcie. Marta spojrzała w tamtą stronę. W drzwiach bez okna stał chudy młodzieniec ze smartfonem w dłoni. Telefon trzymał pionowo, obiektywem skierowanym leniwie na Martę.
— Nagrywa? — zapytała.
Chłopak opuścił urządzenie o kilka centymetrów.
— NIC — powiedział Adam.
Marta popatrzyła na niego, na telefon, na mały kanał i na pomocnika, który właśnie zamknął bramę. Zrobiło się jej nieco mniej pilno do pracy, a bardziej pilno do wyjazdu. Wtedy kontrolka oleju zamrugała ponownie, jakby samochód chciał przypomnieć, że także ma swoje zdanie.
— Dobrze — powiedziała. — Proszę wymienić olej. Tylko proszę powiedzieć, ile mam przygotować.
Adam wyciągnął rękę.
— Zaliczka.
— Ile?
— Tyle, ile trzeba.
— A ile trzeba?
— NIE WIEM.
— To może pan sprawdzić?
— NIC.
Pomocnik podszedł do samochodu. Nie powiedział ani słowa. Otworzył maskę, zajrzał pod nią i zamknął ją z takim namaszczeniem, jakby właśnie zakończył oględziny miejsca katastrofy. Syn Adama przesunął się na schodach, żeby lepiej uchwycić twarz Marty.
Adam podał kwotę. Nie zapisał jej, nie wystawił żadnego dokumentu i nie zapytał, czy potrzebny będzie paragon albo faktura. Marta wręczyła gotówkę. Adam wsunął ją do kieszeni spodni, gdzie zniknęła między kluczami a czymś, co zabrzęczało jak garść śrubek.
— Dostanę potwierdzenie? — spytała.
— NIC.
— Czyli nie?
— NIE WIEM.
Marta westchnęła i weszła za nimi do pierwszego pomieszczenia. Pod sufitem migotały świetlówki, każda w innym rytmie. Jedna zapalała się od razu, druga po chwili, trzecia najwyraźniej rozważała zmianę zawodu. Na dwóch koślawych biurkach w biurze stał komputer podłączony do internetu, choć nikt nie wyglądał na człowieka, który zamierzał używać go do księgowości.
Samochód został ustawiony nad kanałem. Adam położył się na ziemi i wsunął pod niego ramiona. Ponieważ kanał był mały, jego broda znalazła się niemal przy misce olejowej. Po chwili rozległo się metaliczne stuknięcie.
— Wszystko w porządku? — zapytała Marta.
— NIE WIEM.
— Co się stało?
— NIC.
Adam wysunął się spod samochodu, trzymając klucz, który nie pasował do żadnej widocznej śruby.
— Pomocnik, podaj większy — powiedział.
Były komandos podał mu mniejszy.
— Większy.
Dostał jeszcze mniejszy.
— To jest większy?
— Dla mnie tak — odparł pomocnik.
Adam spojrzał na niego, potem na samochód. Syn filmował zza biurka. Na ekranie telefonu odbijała się twarz Marty, coraz mniej przekonana do swojej decyzji.
Adam spróbował odkręcić korek. Klucz ześlizgnął się, a jego ręka uderzyła w metal. Z kanału dobiegło głuche „łup”, po którym zgasła jedna świetlówka.
— To było planowane? — zapytała Marta.
— NIC.
— Olej się wymienia czy nie?
— Wymienia się, wymienia.
— To dobrze.
— Ale nie wiem kiedy.
Marta spojrzała na zegarek. Minęły dwadzieścia dwie minuty. Adam mówił o trzech tygodniach z miną człowieka, który właśnie podał wyjątkowo korzystny termin.
— Potrzebuję auta dzisiaj.
— Dzisiaj może być.
— Przed południem?
— Trzy tygodnie.
— To jest dzisiaj czy trzy tygodnie?
Adam odłożył klucz na biurko. Klucz potoczył się po blacie, uderzył w kubek i przewrócił go na wydruk z faxu. Kawa spłynęła po kartce, na której widniał napis „OFERTA SPECJALNA”.
— NIE WIEM — powiedział.
Wtedy z samochodu kapnęła pierwsza kropla oleju. Spadła na brzeg kanału, odbiła się od kamienia i wylądowała na bucie Adama. Mechanik spojrzał na plamę. Syn przybliżył telefon. Pomocnik bez słowa przyniósł szmatę, ale zamiast wytrzeć but, wytarł nią tablicę rejestracyjną.
— Czy pan w ogóle wie, co robi? — zapytała Marta.
Adam podniósł głowę.
— NIE WIEM.
— A czego pan nie wie?
— NIC.
W szopie zapadła cisza, którą natychmiast przerwał syk oleju spływającego do podstawionej miski. Strumień trafił obok. Miska stała o kilka centymetrów za daleko, więc olej popłynął po bruku, minął but Adama i ruszył w dół posesji. Zgodnie z zasadami Feng Shui energia zakładu właśnie opuszczała teren przez uliczny kanał ściekowy.
Adam rzucił się po miskę. Zahaczył łokciem o stojak z oponami. Opony potoczyły się w stronę drzwi, jedna uderzyła w deskę, deska odbiła się od ściany i zatrzasnęła blaszane drzwi szopy. Pomocnik złapał dwie opony, trzecią przycisnął kolanem, a czwarta potoczyła się na schody do biura.
Młody cofnął się z telefonem, ale nadepnął na przewód komputera. Ekran zgasł. Telefon nadal nagrywał.
— Zamknij olej! — krzyknął Adam.
— Gdzie jest zamknięcie? — spytał pomocnik.
— Tam!
— Tam jest wiadro.
— To obok!
— Obok jest klientka.
Marta odsunęła się pod ścianę. Nad jej głową zawisła miotła, którą potrąciła jedna z opon. Miotła przechyliła się, zsunęła po ścianie i wpadła prosto do kanału. Adam próbował ją wyciągnąć, ale rękawem zahaczył o przewód świetlówki. Światło zamigotało. Zgasła druga lampa.
Olej płynął dalej. Cienka czarna rzeka minęła próg szopy, przecięła bruk i skierowała się ku bramie. Adam uklęknął i próbował zagrodzić jej drogę szmatą. Szmata natychmiast nasiąkła, przykleiła mu się do dłoni i została tam jak tłusta rękawiczka.
— Ile tego jeszcze będzie? — zapytała Marta.
Adam popatrzył na strumień.
— NIE WIEM.
— Czy samochód jest już gotowy?
— NIC.
Syn, stojąc na biurku, żeby nie wejść w olej, skierował telefon na całą scenę. Na nagraniu widać było Adama z czarną szmatą przyklejoną do ręki, pomocnika trzymającego trzy opony, miotłę wystającą z kanału i Martę przyciśniętą do ściany przez własną torebkę. W tle komputer próbował się uruchomić, ale za każdym razem wydawał pojedyncze piknięcie i rezygnował.
W końcu Adam chwycił plastikową pokrywę od starego wiadra i podsunął ją pod miskę. Strumień trafił w pokrywę, odbił się i ochlapał jego brodę. Czarna farba na brodzie zaczęła spływać cienką smugą.
— Teraz będzie dobrze — powiedział.
— Na pewno?
Adam spojrzał na brodę w odbiciu metalowej miski.
— NIE WIEM.
Po kilku minutach olej przestał płynąć. Szopa wyglądała jak miejsce, w którym ktoś próbował urządzić warsztat, ale przerwał w połowie i wyjechał na urlop bez zamiaru powrotu. Adam wytarł rękę, poprawił brodę i nalał nowy olej. Tym razem większość trafiła do silnika. Reszta spłynęła po obudowie, ale Adam uznał to za szczegół, którego nie warto omawiać.
— Gotowe — oznajmił.
Marta uruchomiła samochód. Silnik zabrzmiał ciszej. Kontrolka zgasła. Przez chwilę wszystko rzeczywiście działało.
— Ile płacę?
Adam podał nową kwotę.
— Ale wpłaciłam już zaliczkę.
— To było za rozpoczęcie.
— A teraz?
— Za zakończenie.
— Za co dokładnie?
— Za olej.
— Olej już był w zaliczce?
— NIE WIEM.
— A ta druga opłata?
— NIC.
Marta spojrzała na syna Adama. Telefon wciąż był skierowany w jej stronę.
— Proszę przestać nagrywać.
Chłopak zerknął na ojca.
— NIC, NIC. — powiedział Adam.
Marta zapłaciła. Tym razem Adam schował pieniądze do drugiej kieszeni. Nie zaproponował paragonu. Nie wspomniał o fakturze. Brama otworzyła się z metalicznym zgrzytem, a pomocnik odsunął z drogi ostatnią oponę.
— Samochód będzie długo i daleko jeździł bez awarii — zapewnił Adam. — Jakby coś się działo, natychmiast pani wraca.
— A jeśli pana nie będzie?
Adam uśmiechnął się przez czarną brodę, z której nadal spływała cienka smuga farby.
— Będę.
Marta wyjechała na Jasną Sprawę. Po dwóch minutach zatrzymała się przy chodniku i spojrzała na pusty fotel pasażera. Nie miała paragonu, faktury ani choćby kartki z napisem „zapłacono”. Miała za to bardzo świeże wspomnienie Adama, jego odpowiedzi „NIE WIEM” i „NIC” oraz pewność, że jej rozmowa została nagrana.
W lusterku zobaczyła brązową bramę warsztatu. Nad nią tablica wisiała krzywo, jakby także próbowała się wydostać. Z szopy wyszedł syn Adama, podniósł smartfon i nagrał moment, w którym Marta odjeżdża.
Na desce rozdzielczej kontrolka oleju jeszcze raz zamrugała. Marta spojrzała na nią, potem na warsztat i nie ruszyła od razu. Po chwili kontrolka zgasła.
— Dobrze — powiedziała do samochodu. — Na razie nic.
W szopie Adam właśnie odbierał telefon od następnego klienta pytającego o naprawę zawieszenia. Zgodnie ze swoim zwyczajem odpowiedział:
— Trzy tygodnie.
End of chapter one. 4 more chapters and about 9,412 words in the full book.
Swipe or use the arrows to turn the page
What's inside: 5 chapters
- 1. Kanał bez podnośnika
- 2. Trzy tygodnie bez odpowiedzi
- 3. Telefon, który nie zadzwonił
- 4. Dwa kilometry do reklamacji
- 5. Finał przy brązowej bramie
About this book
"Przygody Wesołego Mechanika" is a comedy book by mj sziwa with 5 chapters and approximately 9,412 words. A dishonest, evasive car mechanic exploits customers at his shabby repair shop.
This book was created using Inkfluence AI, an AI-powered book generation platform that helps authors write, design, and publish complete books. It was made with the AI Novel Writer.
Frequently Asked Questions
What is "Przygody Wesołego Mechanika" about?
A dishonest, evasive car mechanic exploits customers at his shabby repair shop
How many chapters are in "Przygody Wesołego Mechanika"?
The book contains 5 chapters and approximately 9,412 words. Topics covered include Kanał bez podnośnika, Trzy tygodnie bez odpowiedzi, Telefon, który nie zadzwonił, Dwa kilometry do reklamacji, and more.
Who wrote "Przygody Wesołego Mechanika"?
This book was written by mj sziwa and created using Inkfluence AI, an AI book generation platform that helps authors write, design, and publish books.
How can I create a similar general book?
You can create your own general book using Inkfluence AI. Describe your idea, choose your style, and the AI writes the full book for you. It's free to start.
Write your own comedy book with AI
Describe your idea and Inkfluence writes the whole thing. Free to start.
Start writingCreated with Inkfluence AI