Read the first chapter
The whole of chapter one, free. About 6 min. Turn the pages with the arrows, your keyboard, or a swipe.
Chapter 1
Stary Las i mała tarcza
Kiedy Zosia wysuwa nos z pod koca, czuje chłodniejszy przeciąg przy łapach. Za oknem jest szaro, jakby ktoś przysypał dzień mąką z węgla. W Nowym Domu pachnie ciepłą wełną i czymś znajomym, mlekiem z miski, ale w środku głowy Zosia słyszy inny szelest - cichy, gęsty, zbyt podobny do tego, co pamięta ze „Starego Lasu”. Stary Las. Jej serce od razu robi się małe, jakby chciało schować się w futerku.
Roki leży niedaleko, z siwą mordką przy ziemi. Jego oczy są spokojne, a ogon porusza się wolno, jak wahadło. Zosia wącha trawę tylko w snach, bo tu jest dywan i gładkie drewno pod pazurkami, ale Roki wie, kiedy Zosia ma w sobie „tamto” miejsce. Gdy tylko Zosia staje przy progu, Roki podnosi głowę i mówi miękkim głosem: „Mała, czujesz? To tylko zimny powiew. Nie las.”
„Tylko… powiew?” - Zosia powtarza w swoim myśleniu i jednocześnie napina się w całym ciele. W brzuchu ma znajome skurczenie, jak wtedy, gdy w Starym Lesie słońce rzadko potrafiło dojść do ziemi. Zosia zawsze wtedy była bardzo mała. Nie dlatego, że nie chciała być widziana, tylko dlatego, że nie lubiła niespodzianek, które przychodzą bez zapowiedzi.
Tego ranka Pan otwiera drzwi i w środku wpada zapach ogrodu: wilgotna ziemia, liście, które jeszcze nie są suche, oraz chłód, który drapie w nos. Zosia podskakuje w miejscu, a jej skóra na plecach mrowi. Roki kładzie łapę bliżej jej łap, jakby robił mostek z zapachu i spokoju.
„Spokojnie, Zosia” - mówi Pan, a jego głos brzmi zwyczajnie. Tyle tylko, że Pan zaraz unosi rękę, żeby chwycić smycz. Dla Zosi to jest ten sam ruch, co kiedyś, gdy w Starym Lesie ktoś machał rękami jak wielkie ptaki. Zosia zamiera. Jej łapki stają się ciężkie, a ciało robi się twarde jak kamyk.
Roki już jest obok. „Zosia, tarcza do wyboru. Spójrz na mnie.” Zosia próbuje spojrzeć, ale w środku ma ścisk. Słyszy, jak smycz brzęczy cichutko o klamkę, i czuje, że jej własne uszy są teraz jak dwie małe antenki, które szukają bezpiecznego sygnału.
Pan schyla się, a zamiast szybkiego gestu, robi coś powolnego. Palce dotykają ziemi obok drzwi, jakby pokazywały kierunek. „Chodź, mała. Na ogród.” Pani pojawia się w progu i mówi cieplej: „To nie Stary Las. Tu jest trawa do wąchania.” Jej słowa są spokojne, ale Zosi wciąż trudno zaufać, kiedy zapach ogrodu jest nowy, a zimno wchodzi pod łapy.
Zosia robi krok… i wtedy coś się dzieje. Na chwilę smycz się luzuje, brzęczy, jakby stukała o kamień, i Zosia widzi, że jej własny cień na płytkach szybko się zmienia. W Starym Lesie cień zawsze zachowywał się jak ktoś, kto chce ją zaskoczyć. Tu też Zosia czuje, jakby ktoś odciągał jej ziemię spod nosa.
Zosia wysuwa się do przodu, ale zamiast uciec, robi coś innego - odwraca głowę w stronę Pani, jakby szukała w jej twarzy odpowiedzi. „Nie… nie chcę błędu” - zdaje się myśleć. W tej samej sekundzie jej „mała tarcza” znów staje się gotowa. Kamień w środku rośnie, bo Zosia nie wie, gdzie jest bezpieczny środek.
Roki syczy cicho: „Nie musisz zgadywać. Powiedz, co czujesz.” To brzmi dziwnie, bo przecież Zosia nie ma słów. Ale ma dźwięk. Ma szczeknięcie, które jest małe jak ona. Zosia szczeka raz, krótko, i kładzie się na chwilę, żeby usłyszeć własny oddech.
Pani nachyla się tak, by nie zasłaniać jej słońca w ogrodzie - bo nawet jeśli słońce jest skromne, tu chociaż nie jest tak rzadkie jak w Starym Lesie. „Zosia, czujesz się za szybko?” - pyta. „To okej. Możemy iść wolno.”
Pan też przestaje się spieszyć. Opuszcza rękę, oddaje ciężar smyczy na ziemię i mówi: „Zostań przy mnie. Chcę, żebyś wąchała, a nie goniła strach.” Zosia słyszy, że Pan nie mówi jak ktoś, kto chce coś udowodnić. Mówi jak ktoś, kto naprawdę patrzy, gdzie jest jej nos.
Zosia robi kolejną próbę. Tym razem nie zamiera całkiem. Tylko zatrzymuje się na pół kroku i wącha. Zapach trawy jest wyraźny, miękki, zielony, prawie jak ciepły koc w innym pokoju. Czuje pod łapą chłodną płytkę, a zaraz potem sprężystą trawę. Jej ciało mięknie od samego wąchania, bo w Starym Lesie trawa też była, ale tam słońce nie przychodziło i wszystko wydawało się ciemniejsze.
„Widzisz?” - Roki mówi z dumą w głosie, jakby to była mała nagroda, którą można przekazać bez smakołyka. „Trawa jest do wąchania. A ty wybierasz, jak blisko.”
Zosia podnosi głowę i spogląda na miejsce, gdzie trawa kończy się przy płocie. Tam, przy samym brzegu, leży coś jasnego. Z początku Zosia myśli, że to kamyk. Potem czuje zapach - zapach jak papier, ale miękki. To mała zawieszka od smyczy, która musiała się oderwać, bo przy brzęczeniu zrobiło się luźno.
Zosia podbiega ostrożnie, ale Pani od razu mówi: „Nie dotykaj sama. Daj mi zobaczyć.” Jej głos jest spokojny, bez pośpiechu. Zosia jednak waha się, bo w Starym Lesie ręce pojawiały się znienacka. Pan i Pani, kiedyś, gdy śmieją się i łaskoczą, Zosia ma wrażenie, że to walka. Teraz jednak Pani stoi jak latarnia: nieruchoma, jasna w ruchach.
Zosia podnosi zawieszkę zębami i przynosi ją do Pani, trzymając ją delikatnie. Metaliczny chłód zawieszki przechodzi przez język, a Zosia czuje, że to jest coś małego, co można znaleźć i oddać. Pani bierze ją, ale nie wyrywa. Najpierw dotyka, potem dopiero zabiera.
„Dziękuję, Zosia” - mówi Pani i uśmiecha się, ale uśmiech jest cichy, bez głośnych podskoków. „Miałam ją naprawić później. Ty pomogłaś teraz.”
Pan przyklęka, żeby spojrzeć na smycz. „Widzę. Roki, dobrze, że tu jesteśmy.” Roki kiwa głową, a Zosia czuje, że wszyscy są w tym samym kierunku. W brzuchu mała tarcza zaczyna się kurczyć. Nie znika do końca, bo Zosia wciąż pamięta Stary Las, ale teraz tarcza jest jak parasol, który można otworzyć, gdy pada.
„Zosia” - mówi Roki, podchodząc bliżej. „Kiedy coś brzęczy albo zmienia cień, nie musisz od razu robić kamienia. Możesz najpierw wąchać i pytać.” Zosia szczeka cichutko, jakby to była odpowiedź. Wącha. Pyta spojrzeniem. A potem dostaje zgodę, że może iść dalej.
Pan prowadzi ją kilka kroków po trawie. Zosia czuje, jak źdźbła delikatnie ocierają się o jej łapki. Słychać ciche „szur” i „trzask”, gdy trawa ugina się pod ciężarem. Zapach robi się jeszcze bogatszy, bo obok jest miejsce, gdzie ziemia jest bardziej wilgotna. Zosia robi się odrobinę odważniejsza. Jej oczy lśnią jak węgielki, ale teraz lśnią inaczej - nie jak czujny strażnik, tylko jak mała dusza, która odkrywa.
W pewnym momencie Pani śmieje się, bo Pan mówi coś do Roki, a Roki trąca go noskiem. Zosia na sekundę napina się, bo śmiech w Nowym Domu wciąż może brzmieć jak „za głośno”. Jej „mała tarcza” podnosi się w gotowości. Ale zanim Zosia znów zamieniłaby się w kamień, Pani przestaje i kładzie dłoń na ziemi, tak jak wcześniej Pan pokazał kierunek.
„Spokojnie, mała” - mówi Pani. „To tylko śmiech. Nie boli.” I rzeczywiście: śmiech jest lekki, jak powiew, a Zosia widzi, że Pan nie unosi rąk groźnie. Jest tylko wesoły i spokojny.
Zosia oddycha. Wącha. Robi jeden mały krok, potem drugi, i wraca do trawy tak, jakby wracała do znajomego miejsca. W głowie znów pojawia się obraz Starego Lasu, ale tym razem nie jest jedynym obrazem. Obok stoi ogród w Nowym Domu, a w nim trawa, chłód, który można znieść, i ludzie, którzy mówią do niej łagodnie.
Kiedy słońce na chwilę przebija się przez chmury, światło pada na płytki i cień Zosi tańczy, nie uciekając. Zosia leży przy Pani, a Roki siada trochę z boku, żeby pilnować spokoju. Pan poprawia smycz i sprawdza zawieszkę, już bez pośpiechu, jakby wszystko było częścią tej samej, spokojnej pracy.
Zosia czuje, że jej serce nie musi już tak mocno chować się w środku. Jej „mała tarcza” nadal istnieje, ale dziś nie jest tarczą przeciw ludziom. Jest tarczą dla niej samej, gdy czuje niepewność, i może wtedy poprosić o łagodny ruch, zamiast zamieniać się w kamień. I właśnie dlatego, gdy wraca do domu, jej łapki są miękkie, a nos pełen zapachu trawy.
Pani całuje ją w czoło, a Roki mruczy cicho, choć Zosia nie jest pewna, czy psy mruczą jak koty, czy tylko brzmią podobnie. Zosia zamyka oczy na moment, słysząc w środku ciepły oddech domu. Uczy się jednego: zaufanie można budować małymi krokami i spokojnym wąchaniem, nawet wtedy, gdy w sercu wraca cień Starego Lasu.
End of chapter one. 4 more chapters in the full book.
Swipe or use the arrows to turn the page
What's inside: 5 chapters
- 1. Stary Las i mała tarcza
- 2. Nowy Dom: kiedy ręka straszy
- 3. Śmiech, gonitwa i wstawienie się
- 4. Radość, która nigdy nie boli
- 5. Wielka Mapa Zaufania Zosi
About this book
"Zosia I Wielka Mapa Zaufania" is a children's book by DoSedna Info with 5 chapters and approximately 5,758 words. Opowieść o psiej bohaterce uczącej się zaufania i bezpieczeństwa.
This book was created using Inkfluence AI, an AI-powered book generation platform that helps authors write, design, and publish complete books. It was made with the AI Children's Book Creator.
Frequently Asked Questions
What is "Zosia I Wielka Mapa Zaufania" about?
Opowieść o psiej bohaterce uczącej się zaufania i bezpieczeństwa
How many chapters are in "Zosia I Wielka Mapa Zaufania"?
The book contains 5 chapters and approximately 5,758 words. Topics covered include Stary Las i mała tarcza, Nowy Dom: kiedy ręka straszy, Śmiech, gonitwa i wstawienie się, Radość, która nigdy nie boli, and more.
Who wrote "Zosia I Wielka Mapa Zaufania"?
This book was written by DoSedna Info and created using Inkfluence AI, an AI book generation platform that helps authors write, design, and publish books.
How can I create a similar children's book?
You can create your own children's book using Inkfluence AI. Describe your idea, choose your style, and the AI writes the full book for you. It's free to start.
Write your own children's book with AI
Describe your idea and Inkfluence writes the whole thing. Free to start.
Start writingCreated with Inkfluence AI